Znasz to?

Jarasz się tym, że Ktoś dla Ciebie ważny, może nawet „idealna persona zakupowa”, wyświetlił Twój profil. Jak nic – to musi coś oznaczać.

Czekasz. Obserwujesz.

Przyczajony tygrys social mediów, ukryty smok czytania w myślach.

Bo przecież zaraz powinno pojawić się zaproszenie. Skoro Cię zauważyli. Tyle, że się nie pojawia.

W przypływie geniuszu, wchodzisz na profil Ktosia. Niech widzi, że sprawdzasz, kto wyświetlił Twój profil. Ale nie wysyłasz zaproszenia, bo tutaj „nie wolno sprzedawać” i „niech klient sam Cię znajdzie”.

Zamiast tego, polubisz posta swojego Ktosia, a nawet skomentujesz ulubionym „no w punkt jak dla mnie!!”.

Bez odzewu. Bez powrotu, bez zaproszenia z żadnej ze stron, bez żadnego następnego kroku.

Obserwuję Twój jednoosobowy taniec chochoła, wysyłając do moich Ktosi taką pierwszą wiadomość:

„Dzień dobry,

To nie jest wiadomość sprzedażowa – sam ich nie lubię :).

Pomyślałem, że może będzie Pan/i chciał/a (personalizuję – przyp.red.) spojrzeć na nasz cykl niebiznesowych książek, które zrobiły na linkedinowiczach duże wrażenie :). Można go znaleźć pod hasztagiem #poszukiwaczezaginionychznaczeń.

Może warto włączyć się w rozmowę o tym, co nas inspiruje?

Najlepszości,
Marcin”

Wpada odpowiedź, gadamy. Biznes robi się przy okazji.

#kurtyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Show Buttons
Hide Buttons